Pomagam kobietom wrażliwym lepiej się rozumieć i prawdziwiej żyć, nawet jeśli w działaniu kręcą się w kółko.

“Być bliżej dziecka, bliżej siebie – BYĆ”

Maj 2014r.
Jedna z mam pisze: “Zajęcia prowadzone przez Agnieszkę i Martę są przestrzenią, w której w pierwszym odczuciu „nic się nie dzieje”.

Spotykamy się, witamy, bawimy, żegnamy. Minie godzina, godzina czego: pracy, zabawy…?

Czym jest ta godzina dla nas, dla dzieci?

Czym może być? Czego od niej oczekujemy? Czego w tym czasie doświadczamy? Czego moglibyśmy doświadczać? Na spotkania-zabawy zawitałam początkowo z ciekawości, bez żadnych uświadomionych potrzeb.

Po dwóch sezonach okazało się, że spotkania te są dla mnie czasem

wnikliwej obserwacji i doświadczania siebie i dziecka w relacji ze sobą i z innymi. Zaspokajają moją potrzebę kontaktu z drugim człowiekiem, potrzebę spontanicznej nieskrępowanej zabawy, rozwoju emocjonalnego.

Czuję, że mogą być tym samym dla dziecka.

W widoczny sposób budzą w nim radość, zaangażowanie, świadomość samego siebie i siebie w grupie.

Jest to komfortowa przestrzeń treningowa pozwalająca na budowanie bazy doświadczeń i reakcji przemieniających pozytywnie codzienność. Spontaniczna zabawa z dzieckiem pod okiem doświadczonych terapeutów pomaga wzmocnić siebie i dziecko w byciu autentycznym, prawdziwym, a jednocześnie uważnym i szanującym dla innych. Poznajemy siebie w kontakcie z drugim człowiekiem, obserwujemy swoje granice i granice, które pragnie przekraczać dziecko. Uczymy się akceptacji siebie, swoich potrzeb oraz akceptacji dziecka i jego potrzeb.

Jednym z piękniejszych elementów tych zajęć są dla mnie chwile gdy łapiemy równowagę dziecięco-rodzicielską.

Wtedy zauważam jak ważna jestem ja jako rodzic; jaką mam odpowiedzialność, ile siły wkładam w utrzymanie równowagi, jak bardzo ważna jest moja własna równowaga bym mogła utrzymać w równowadze także dziecko.

Świadome lub nie, wejście w to ćwiczenie, może intuicyjnie podnieść swoją rodzicielską wartość, tak często złamaną, poprzez świadomość własnych niedoskonałości, popełnianych błędów w kontakcie z dzieckiem, czy też zwykłe zmęczenie codziennością.

Podnosi ono także dziecko do poziomu Człowieka, który z siłą i możliwościami jakie ma, pomaga odpowiedzialnie i w zaangażowany sposób (choć w zabawie) utrzymywać wzajemną równowagę. I ja i dziecko obserwujemy ten wysiłek i świadomi wysiłku budujemy naszą relację na pozytywnym planie.

Praca, która wykonywana jest podczas spotkań, może być zastrzykiem energii na następne dni dzięki temu, że:

  • część odpowiedzialności za relację z dzieckiem przekazujemy terapeutom, innym rodzicom, dzieciom; już nie tylko my jesteśmy odpowiedzialni za tworzenie przestrzeni dziecka, pojawiają się w niej inni ludzie, którzy mogą nas wesprzeć w doświadczeniu;
  • obserwujemy siebie i innych w trudnych lub zachwycających sytuacjach mając możliwość dostrzeżenia dróg, które prowadzą do komfortu i zaspokojenia i tych, które prowadzą do dysharmonii, napięcia, złości; nauka umiejętności świadomego reagowania w obu sytuacjach jest niezwykle wartościowa i przemieniająca, a zajęcia są dobrym terenem terapeutyczno-treningowym.
Dziękujemy za powyższe, pełne zaangażowania słowa!

I kolejne, wzruszające ukłucie w sercu na Fanpage:

I jeszcze jedno wspomnienie z Fanpage:

Zajęcia inspirowane metodą Ruchu Rozwijającego W. Sherborne, w grupie rodziców, z dziećmi 3-6 letnimi.

To przestrzeń tak fizyczna, jak społeczna sprzyjająca, budowaniu kontaktu z sobą i z innymi. Dziecko ma zapewnioną całkowitą uwagę opiekuna. To godzina wyjątkowej, rodzicielskiej – wyłączności relacyjnej. A dla rodzica okazja do pełnego bycia z dzieckiem w zabawie, w bliskości, z jednoczesnym integrowaniem się z własnymi uczuciami i przeżyciami. To przestrzeń współzależności – mnie interesuje co się dzieje u ciebie, a ciebie obchodzi co się dzieje ze mną.

To: autentyczność, spontaniczność, działanie w tu i teraz.

To: kreatywność i omijanie schematów, na rzecz “po swojemu”…

Każdy, na swoją miarę, w swoim tempie, według własnej gotowości wnosi element siebie. Nieustannie, wzajemnie się w tym uzupełniając. Ruch, zabawa i wspólne działanie pozwalają przekroczyć dziecku, a także rodzicowi, jego własne bariery i budować relacje oparte na wzajemnej uważności. Pomocy i akceptacji. Spotykamy się, rodzice/opiekunowie, tacy jacy jesteśmy, wobec samych siebie i wobec dzieci. Jesteśmy bez garniturów, ciasnych sukienek, zadań i oczekiwań.

Uczymy dzieci:

  • pozytywnego wykorzystania nagromadzonej energii i siły;
  • cierpliwości i oczekiwania na swoją kolej;
  • dzielenia się pomocami;
  • dokonywania wyborów;
  • wzajemnego pomagania;
  • dawania i przyjmowania gestów opiekuńczych.

Wszyscy, zarówno dzieci jak i dorośli, uczestniczą z takim zaangażowaniem, jakie jest dla niego bezpieczne. Motorem działań jest dobrowolność. Można być w centrum, można obserwować, włączyć się na chwilę ale też zainicjować kolejny ruch, zabawę. Być liderem danej aktywności.

Dla dorosłych, to doskonała okazja, do wyswobodzenia się z nagromadzonych napięć. Tak często spowodowanych kilkugodzinnym wykonywaniem jednorodnych czynności, wynikających ze specyfiki zawodu albo codziennych obowiązków. Jest to okazja do uzyskania elementarnego relaksu czy też odprężenia. Kontaktu ze swoim ciałem.

Dla dzieci, spotkania z rodzicami/opiekunami w parterze, to wyjątkowa i niecodzienna frajda. To, w dającej bezpieczeństwo obecności dorosłego, nauka orientacji w przestrzeni i ufnego z niej korzystania. To czas poznawania schematu własnego ciała i nauki kontroli, nad jego ruchami. To kształtowanie swojej odwagi, otwartości, elastyczności.

A przede wszystkim, to czas kształtowania własnej tożsamości.

Bo:

“Dziecko w swoim rozwoju emocjonalnym i społecznym najpierw musi nauczyć się kontaktu z dorosłymi, z jedną osobą, aby było dojrzałe do zabaw z rówieśnikami, w grupie”

(M. Bogdanowicz, B. Kisiel, M. Przasnyska “Metoda Weroniki Sherborne w terapii i wspomaganiu rozwoju dziecka” str. 13). 

więcej tutaj:
http://niedoskonalamama.pl/terapia-przez-zabawe-metoda-sherborne/

wiosna 2013′
zima 2013′
jesień 2013′