Usłyszeć, by Zrozumieć.

Wokół potrzeb.

Niezmiernie mi miło, że tu jesteś!

>> Wolisz słuchać niż czytać? >> W takim razie zapraszam Cię do wersji Mp3.

powitanie >> [klik – 5:37]

część 1/4 >> [klik – 15:21]

część 2/4 >> [klik – 20:25]

część 3/4 >> [klik – 17:49]

część 4/4 >> [klik – 14:35]

materiały dodatkowe:
1. Lista potrzeb. >> [klik – PDF]
2. Odpoczynek >> [klik – PDF]
3. Na lodówkę. >> [klik – PDF]
4. Dobre Spotkanie. >> kliknij / TUTAJ <<

Czy jesteś kobietą, która czasem, gdy nie wie co powiedzieć to “gada” tak długo, aż coś wymyśli?

Też tak mam. Robię to też wtedy, gdy się pogubię i już kompletnie nie wiem, o co mi chodzi? Czasem wtedy współczuję bliskim, bo musi im być z tym naprawdę niełatwo.

Chociaż? W sumie to…
czy nie mogliby czasem zwyczajnie…
jakoś pewnych rzeczy się domyślić?

No nie mogą!
Teraz już na to nie czekam.

O wiele łatwiej żyje mi się, gdy jasno i wprost mówię, co jest dla mnie ważne, choć nie ukrywam, że czasem to jest naprawdę spore wyzwanie. Dlatego zdarza się, że ostatecznie i tak z czegoś rezygnuję, ale robię to świadomie i z wyboru. Wtedy kieruję się głęboko rozumianą, priorytetową potrzebą życiową.

Taką w rozumieniu Komunikacji Serca. O co w tym chodzi?

No właśnie tym chcę się z Tobą podzielić i dlatego przygotowałam minitrening na temat potrzeb. Dzięki niemu:

  • Dowiesz się, czym są potrzeby w rozumieniu filozofii Komunikacji Serca.
  • Poznasz, jakie są potrzeby wspólne wszystkim ludziom bez względu na płeć, wiek, status czy miejsce zamieszkania.
  • Sprawdzisz, czy znajomość i rozpoznawanie potrzeb, dzielenie się nimi może przynosić spokój i swobodę działania.

Jak to będzie wyglądało?

Wszystko znajdziesz w jednym miejscu, dokładnie tu gdzie jesteś teraz. Przeprowadzę Cię przez ścieżkę potrzeb 4 kolejnymi materiałami. Artykuł będzie rozrastał się w ciągu kilku kolejnych dni i będzie dostępny na blogu czasowo. [do 1 października 2020 roku]

Ale zapewniam Cię, że to w zupełności wystarczy, byś sprawdziła, czy ten kierunek jest dla Ciebie. Będą zadania i pewna propozycja, ale o niej napiszę Ci w jednej z kolejnych części, za jakiś czas.

Jeśli mamy przyjemność spotkać się pierwszy raz to pozwól, że troszkę się przedstawię. Jestem pedagogiem specjalnym i terapeutką. Pomagam kobietom wrażliwym lepiej się rozumieć i prawdziwiej żyć, nawet jeśli w działaniu kręcą się w kółko.

Od ponad 20 lat jestem blisko dzieci o szczególnych potrzebach rozwojowych i ich rodzin i nieustannie wzrusza mnie dziecięcy, beztroski odzyskany uśmiech, wola życia albo łagodność, po tym, jak z różnych powodów bywa dzieciaczkom naprawdę niezwykle trudno.

Pracowałam w programach rehabilitacyjnych, edukacyjnych i społecznych. Odkąd pamiętam, inwestuję w swój rozwój. Zrealizowałam setki jak nie tysiące godzin szkoleniowych i superwizyjnych. Nigdy tego nie policzyłam, ale zdarza mi się mówić, że noszę w sobie niezłego mercedesa.

Lubię się uczyć, a Komunikacja Serca M. Rosenberga jest wisienką na torcie moich kompetencji terapeutycznych. Jak to się zaczęło?

Już Ci mówię. W 2013 roku koleżanka zabrała mnie na spotkanie grupy ćwiczącej empatię, prowadzonej przez Agnieszkę Pietlicką, jedyną wtedy w Wielkopolsce certyfikowaną trenerkę Porozumienia Bez Przemocy. Szybko potem z zaangażowaniem królika jedzącego sałatę zapisałam się na regularne szkolenia bazowe, w konsekwencji czego niedługo później asystowałam Agnieszce w jej autorskich warsztatach, aż w końcu sama zaczęłam prowadzić szkolenia dla rodziców, pedagogów i hipoterapeutów.

Wpadłam w tą tematykę jak śliwka w kompot i wciąż mi mało. Czy jestem w niej mistrzynią? No nie. Nie! I pewnie nigdy nie będę zgodnie z zasadą, im więcej wiesz, tym wiesz mniej.

W każdym razie wciąż jestem zafascynowanym praktykiem komunikacji serca i chętnie nauczę Cię tego, co umiem i zrobię to, najlepiej jak potrafię. Znajomość potrzeb mnie wspaniale umocniła, dała ulgę i niezwykły poziom jasności tego, o co mi chodzi!

Dzięki temu, w różnych tarapatach znajduję rozwiązania o wiele szybciej i tracę przy tym zdecydowanie mniej energii.

I co ciekawe!

Wyjątkowe chwile dostrzegam i świętuję częściej, radośniej i pełniej. Oczywiście nie chcę, abyś wierzyła mi na słowo. Chcę, byś tego doświadczyła i przekonała się na własnej skórze, a już idealnie by było, gdybyś to po prostu poczuła. Dziękuję Ci serdecznie, że tu jesteś.

„Nigdy nie chodź, gdy możesz tańczyć!” –

– tak mawiała babcia Marshalla Rosenberga, ta od dziewięciorga dzieci.

Jeśli masz tak, że czasem wolałabyś mówić mniej, a wyrażać się bardziej, to ten minitrening jest dla Ciebie i zostań, proszę ze mną do samego końca.

W tej części dowiesz się…

kim był twórca komunikacji serca,
jak doszedł do swojej spektakularnej formuły,
czym są i jakie są nasze potrzeby.

Marshall Rosenberg to amerykański psycholog i międzynarodowy negocjator, działacz na rzecz światowego pokoju. Urodził się i wychował w Stanach Zjednoczonych. Jego dzieciństwo nie było czasem beztroskiej kaszki z mlekiem. Oj nie! To był czas dramatu drugiej wojny światowej. Czas okrutnej traumy, ciągłej i wnikliwej obserwacji, niepewności i zadawania sobie głębokich pytań o naturę człowieka.

Jako dziecko był wielokrotnym świadkiem brutalnych zamieszek na tle rasowym i odbiorcą prześladowań z powodu rodzinnej przynależności religijnej. Mama umacniała go w tym, by zaczepkowiczom nie pozostawał dłużny i w jego kolejnych połamanych kościach widziała potwierdzenie chłopięcej dzielności.

Jego dom rodzinny, to wielopokoleniowa rodzina bogata w kontrastowe osobowości. Mama uznawana za egocentryczkę, cokolwiek to znaczy, a tata relacyjnie niedostępny. Zajęty zapewnianiem środków do życia, całymi dniami zachowywał kamienną twarz. Do tego młodszy, dokuczliwy brat i wszech dobrotliwy wujek. Ale przy tym ich dom i tak wypełniała solidarność, bliskość i troska, szczególnie wobec trojga starszych i schorowanych członków rodziny.

Jako nastolatek Marshall doświadczał tak nienawiści, jak i głębokiej empatii. Nie mógł zrozumieć jak, to się dzieje, że w relacjach z innymi raz stajemy się owcą, innym razem wilkiem, stajemy do walki, albo wbrew wszystkiemu pozostajemy w pełni serdeczni. Zastanawiał się, od czego to zależy i czy mamy na to wpływ.

Chcąc znaleźć odpowiedź na swoje pytania, a nie zadowalał się byle wyjaśnieniem, podjął studia psychologiczne. Był zdolny, dociekliwy, otwarty ale i krnąbrny. Możliwe, że dzisiaj moglibyśmy o nim powiedzieć „rogata, złota dusza”?

Studia ukończył z tytułem doktora psychologii klinicznej i nie ustając w swoich poszukiwaniach, dalej się uczył. Pracował i z pasją zgłębiał jak rozwiązywać konflikty w sposób pokojowy. To była jego misja. Rozmawiał z ludźmi z różnych środowisk w szkołach, w urzędach, w instytucjach pomocowych. Prowadził negocjacje między gangami, a także na forum międzynarodowych konfliktów zbrojnych.

Zależało mu, by jak najszybciej wymyślić system komunikacji, który pomoże wszystkim ludziom żyć lepiej. Głęboko wierzył, że to jest możliwe. Z równą otwartością spotykał się z innymi tak w świecie skrajnej biedy, jak i lśniącego luksusu. Chciał, żeby jego nauka była dostępna dla każdego.

Pod koniec lat 60-ych XX wieku stworzył pierwowzór Porozumienia Bez Przemocy, a w 1984 roku założył pozarządową organizację Centrum Porozumienia Bez Przemocy, które do dziś jest sercem rozwoju jego idei. Marshall Rosenberg spełnił swoje życiowe marzenie. Odszedł w 2015 roku jako wybitna osobowość i twórca takiego sposobu mówienia, który daje możliwość wzajemnego głębokiego porozumienia się w taki sposób, że każda ze stron, co jest niezwykłe, wychodzi umocniona w swojej wolności, uszanowaniu i byciu wziętym pod uwagę.

Swoimi działaniami przyczynił się do rozwoju ludzkiej świadomości, za co wielu uznaje go za kandydata do Nagrody Nobla. A dzisiaj jego porozumienie rozwija się już na wszystkich kontynentach i z powodzeniem zdobywa nowych zwolenników.

I mam nadzieję, że właśnie do nich dołączasz!

Na czym to wszystko polega? Już Ci mówię.

Jego nauka komunikacji koncentruje się na dwóch filarach.

  • Jednym z nich jest wyrażanie siebie samego, takie szczere i autentyczne.
  • A drugim głęboko współczujące i uważne słuchanie swojego rozmówcy.

Oba filary bazują na uczuciach i potrzebach obu stron dialogu.

Jeszcze raz!

Podstawą zasad komunikacji serca są dwa filary. Na jednym z nich jestem osobą wyrażającą się w sposób autentyczny, a na drugim jestem odbiorcą takiej samej autentyczności kogoś innego.

Każdy z tych filarów ma w sobie cztery elementy, cztery etapy, choć najczęściej mówimy, że są to cztery kroki.

CZTERY KROKI prowadzące do porozumienia to:

  1. obserwacja,
  2. uczucia,
  3. potrzeby i
  4. prośby.

Każdy z nich jest równo ważny i razem stanowią system naczyń połączonych.

Nauka wyrażania się według tych czterech kroków jest jak nauka języka obcego i nie należy do prostych. Ale jest możliwa. Mnóstwo ludzi na całym świecie z powodzeniem właśnie teraz to robi. Te cztery etapy są jak gramatyka i na początku nauki każdego z nich uczymy się oddzielnie. Ja na dzisiaj wybrałam potrzeby.

Dlatego teraz napiszę Ci o nich trochę więcej.

Uwielbiam takie zdanie.

Potrzeba to coś innego niż to, co da się wziąć do ręki, dotknąć czy zrobić.

Napiszę Ci to jeszcze raz. Skup się!

Potrzeba to jest coś innego niż to co da się wziąć do ręki, dotknąć albo zrobić.

Co o tym myślisz?

Na co dzień naturalnie mówimy i słyszymy, potrzebuję samochodu, nowego telefonu. Potrzebuję nowej sukienki. Muszę wyjść na imprezę. Muszę teraz wypić kawę. Chcę nowy rower. Chcę rolki, wycieczkę. Chcę! Chcę i chcę.

Chcę coś, czegoś ze świata materialnego albo jakiegoś działania. I żeby było jasne, wszystko z tym jest w porządku. Jak najbardziej. To, co jest istotne a dla mnie było odkrywcze na miarę Kolumbowej Ameryki to to, że te rzeczy materialne to jest nic innego jak różne sposoby zadbania o coś głębszego. O coś, co jest dla mnie życiowo istotne przez dłuższy czas i nie jest z tą konkretną rzeczą ani działaniem tożsame.

Mogę wybierać różne sposoby działania i wciąż dbać o tę samą wartość. To się dzieje też wtedy, gdy się nad tym nie zastanawiam. Ale jeśli wiem, że dana materia zaspokaja, dba o ważną dla mnie wartość życiową to po pierwsze mam świadomość samej siebie i tego, czym w życiu się kieruję. A po drugie w razie sytuacji, kiedy nie mogę tego czegoś mieć albo zrobić, czyli tej sukienki, tego auta, tej wycieczki to mogę swobodnie sięgnąć po jakiś substytut. Po coś innego co może trochę słabiej, ale też zadba o to, o co mi tak naprawdę w głębi serca chodzi.

Marshall mówi, że potrzeba jest wyrazem naszej energii życiowej. Jest tym, czym dla rzeki nurt.

Dlatego uważa, że za każdym naszym działaniem stoi jakaś potrzeba.

Wszystko, co robimy albo nie robimy to właśnie po to, by zadbać o jakąś potrzebę.

Wszyscy na Ziemi mamy takie same potrzeby bez względu na płeć, wiek, status, miejsce zamieszkania czy to, czym się każdego dnia zajmujemy. To, co nas różni to właśnie materia, którą wybieramy, by o nie zadbać.

Potrzeb jest nie więcej niż 100, a sposobów dbania o nie tyle ilu ludzi. Jest też tak, że rozwojowo na poszczególnych etapach życia, co innego jest dla nas priorytetem i mamy też inne, swoje ulubione sposoby dbania o nie. To się zmienia. Inaczej o potrzebę ruchu zadbamy w trosce o niemowlę, inaczej o nastolatka, inaczej o sportowca w sile wieku, a inaczej o osobę na oddziale rehabilitacyjnym. Ale potrzebę mamy tą samą, w tym przypadku potrzebę ruchu.

W tym miejscu ogromnie dziękuję Ci, że tu ze mną jesteś. Bardzo się cieszę i zapraszam do spotkania w następnym materiale. W części drugiej poćwiczymy rozpoznawanie potrzeb w różnych sytuacjach, a teraz podam Ci listę potrzeb i życzę przyjemnego ich dotykania.

Czytając, sprawdź, czy tym, co teraz potrzebujesz, jest:

  • autonomia
  • świętowanie
  • autentyczność
  • twórczość
  • sens
  • poczucie osobistej wartości
  • akceptacja
  • uznanie
  • bliskość
  • wspólnota
  • bycie braną pod uwagę
  • przyczynianie się do dobra innych
  • bezpieczeństwo
  • wyrażanie własnej seksualności
  • dotyk
  • woda
  • empatia
  • uczciwość
  • miłość
  • otucha
  • wsparcie
  • szacunek
  • zaufanie
  • zrozumienie
  • zabawa
  • piękno
  • harmonia
  • natchnienie
  • porządek
  • ład
  • pokój
  • powietrze
  • pożywienie
  • ruch
  • ochrona
  • odpoczynek.

Jeśli pomyślałaś, że fajnie byłoby mieć listę potrzeb życiowych zawsze pod ręką, to mam coś dla Ciebie.

Klikając na poniższy obrazek, odbierzesz swoją listę potrzeb w formie >> PDF! <<

Gratuluję Ci, jak nie wiem co! To, że czytasz dalej, to dla mnie znak, że naprawdę jesteś gotowa uporządkować swoje myśli, by działać swobodnie i skutecznie i, że to co robię ma sens. Jestem zachwycona, trzymam kciuki, a teraz weź głęboki oddech albo trzy i ruszamy dalej. Już wiesz czym są i jakie są nasze potrzeby.

W tej części pójdziemy o krok dalej i pokażę Ci,…

jak odczytywać potrzeby w sytuacjach codziennych.
Dzięki temu sprawdzisz sobie, czy to ma szansę
dać Tobie więcej wewnętrznego spokoju.

Najpierw opowiem Ci dwie historie, potem zrobimy ćwiczenie z rowerem, a na końcu zaproponuję zadanie domowe.

Ale zanim zaczniemy, to pozwól, że przypomnę Ci tak na szybko to, o czym pisałam wcześniej, a co jest szalenie istotne. Szczere porozumienie to dwa filary. Pamiętasz?

Na jednym z nich i to nim teraz tutaj się zajmujemy, jednym z jego elementów, i to właśnie na nim szczerze i w otwarty sposób wyrażamy same siebie, a na drugim z ogromną uważnością słuchamy kogoś innego. Gdy opieramy to na potrzebach, to nasze porozumienie nabiera zupełnie nowego wymiaru.

Gdy to zrozumiałam, to olśniło mnie jak buchający gejzer Słońce. Zrozumiałam, że coś takiego jak dobry kompromis nie istnieje, bo w nim zawsze ktoś coś traci. Szokujące? Też byłam tym otumaniona i zbita z tropu przez dobrą chwilę, bo przez wiele lat uczyłam się właśnie sztuki kompromisu. Wierzyłam w jego moc sprawczą i jakiegoś rodzaju sprawiedliwość. Zaznaczę tylko, tak na marginesie, że nadal widzę siłę kompromisu tam, gdzie nie ma znajomości filozofii Marshalla Rosenberga.

Na pewno w wielu sytuacjach jest to najlepsze rozwiązanie, pozwalające żyć w zgodzie przynajmniej przez jakiś czas. Jednak znam już coś innego. Coś, co daje o wiele więcej. I tutaj nikt nie musi z niczego rezygnować. Może to brzmi mało wiarygodnie, ale tak właśnie jest. Owszem, poszukiwanie porozumienia czasem jest trudne, nawet boli, ale jest możliwe i to w taki sposób, że obie strony zachowują swoją pełnię i wolność.

Dla mnie to jest niezwykłe i chciałabym, żeby świat tak właśnie funkcjonował. Wizjonerskie?

Trochę tak, ale, jak każdy zacznie od siebie, to efektem motyla tak się właśnie stanie. Kiedyś! A teraz przejdźmy do pierwszej opowieści.

To wydarza się kilka tygodni temu. Jestem w domu przed komputerem jak większość osób w czasie obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa Covid-19. Jestem utęskniona za swobodą życia, normalnymi kontaktami twarzą w twarz i w ogóle za tym, do czego przez te swoje dziesiątki lat byłam przyzwyczajona. Jednak są rzeczy, na które nie mam wpływu i to, co mogę zrobić, to odnaleźć się w nich najlepiej jak umiem.

Jestem przy tym komputerze już kolejny dzień i nagle pojawia się myśl o byciu nad morzem. No…! O takiej chwili oddechu, swobody, a może właśnie takiej zwykłej normalności. W głowie robię szybki przegląd swojej aktualnej sytuacji no i niestety, wyjazd w tym momencie jest bez szans. Wzdycham z nostalgią.

Zamykam oczy i po prostu widzę, jak spaceruję brzegiem morza. Pod stopami czuję wilgoć i miękkość piasku, na policzkach smaganie późno popołudniowych promieni Słońca, a we włosach szum słonego wiatru. Robi mi się przyjemnie, a jednocześnie czuję, jak staję się coraz bardziej rozżalona, bo nawet nie wiem, czy pojadę tam na jesieni, ale teraz, na pewno nie!

Oddycham głębiej i zadaję sobie pytanie. Tak bardzo chcę być teraz nad morzem. Dlaczego? Wiem czego chcę, ale tak naprawdę czego w tym potrzebuję? Przez kilka minut sobie z tym jestem. Sprawdzam. I po chwili już wiem!

Tak naprawdę, w głębi serducha potrzebuję przestrzeni, powietrza i kontaktu z naturą.

– A najbardziej? Pytam samą siebie, pozostając w dialogu wewnętrznym.

– Przestrzeni i powietrza.

– Ale, pyta mnie głos serca, gdybyś miała wybrać jedną rzecz to, co by to było?

Dumam, chwilę szukam – O co mi tak naprawdę teraz chodzi?

– … [cisza] Mam! Najbardziej chcę powietrza z bezkresnej przestrzeni!

– Zgrabnie ujęte, podsumowuje moje serce, ale to dalej nie jest odpowiedź na pytanie. Gdybyś mogła mieć to na zawołanie, ale jedną rzecz to, co by to było?

Niespecjalnie mi się podoba, że mam dalej cedzić. Ale co? Lepiej jedno a dobrze niż nic!

– No to… najbardziej teraz, zależy mi… Potrzebuję, absolutnie…
P R Z E S T R Z E N I !

Dalej wszystko już toczy się jak w dobrym scenariuszu. Kończę swoje projektowe zadanie. Biorę łyk wody, klucz od…

roweru i po chwili radośnie, między polami dumnie wschodzącej kukurydzy, odnajduję to, w wymiarze dobrze mnie kojącym. Czy to oznacza, że nie chcę już jechać nad morze?

O nie! Nie! Nie.

To oznacza, że mój preferowany sposób, czyli taki, który byłby dla mnie teraz najbardziej efektywny, nie jest dostępny. Ale wciąż mogę zadbać o siebie. Zadbać o to, by nadal być spokojną, zharmonizowaną, by móc dalej zajmować się tym, co teraz jest pilne. Jak? To kwestia wyboru. I to on pomaga mi przyjąć stan realny i podjąć działania dostępne, najlepiej mnie wspierające.

Zwyczajnie nie zawsze, wszystko jest możliwe…
Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że w tym miejscu zatrzymam się jeszcze przy temacie przejażdżki rowerowej. Bo przecież to nie jest tak, że chcesz wyjechać w Alpy, nie możesz, bierzesz rower na godzinę i już! No aż tak to, to nie działa. Ale uwalnia i pozwala zachować dobry poziom energii i codziennej otwartości.

Mnie, wtedy akurat wystarczył rower, ale równie dobrze w innym momencie, mógłby nie być najlepszą strategią, nazwijmy ją zastępczą. Równie dobrze mogłabym się zdecydować na wieczorną gorącą czekoladę na balkonie, przy zachodzie słońca. Albo na relaks na hamaku z szumem fal morskich w słuchawkach telefonu. Albo na pobieganie w parku. Albo jeszcze coś innego. To wszystko jest wybór.

Czasem niełatwy, ale wybór! Wymaga decyzji i przyjęcia odpowiedzialności za siebie w tej danej sytuacji.

Jak Ci z tym jest?…

Druga historia, którą chcę tutaj przytoczyć, pochodzi z książki M. B. Rosenberga o tytule: “Porozumienie bez przemocy. O języku serca.” (str. 82). To historia małżeńskiego niedogadania się, którego oczywiście można było uniknąć.

Marshall, w oparciu o swoje doświadczenie, pisze tak:

(…) Pewna uczestniczka warsztatu, doprowadzona do rozpaczy tym, że jej mąż zbyt wiele czasu poświęcał pracy, opowiedziała o swoim życzeniu, które wywołało zupełnie niezamierzony skutek:

-Poprosiłam, żeby nie przesiadywał do późna w biurze. Reakcja nastąpiła po trzech tygodniach, kiedy to oznajmił mi, że zgłosił się do udziału w turnieju golfa!

Kobieta skutecznie zakomunikowała mężowi, czego sobie nie życzy: nie chciała mianowicie, żeby aż tyle pracował – ale zapomniała poprosić o to, czego pragnęła. Kiedy ją zachęciłem, żeby przeredagowała swoje życzenie, rzekła po krótkim namyśle:

-Szkoda, że nie poprosiłam, żeby chociaż jeden wieczór w tygodniu spędzał w domu z dziećmi i ze mną. (…)

Tak!
Szczere wyrażanie siebie wymaga odwagi. Najpierw wobec samej siebie, by uczciwie ponazywać to, co na sercu leży, a potem, by podzielić się tą informacją z ważną w tej sprawie osobą. Tu wciąż masz wybór! Możesz to zrobić, ale możesz też tego nie robić. Jednak magia tej świadomości polega na tym, że potrzeba rozpoznana i wzięta pod uwagę już sama w sobie daje ulgę, nawet jeśli nie jest możliwa do spełnienia tu i teraz. Zgadzam się, czasem lecą łzy. To nie jest łatwe. Niespełnienie trzeba przyjąć, utulić, ukoić, odżałować. A przy tym, być dla siebie życzliwą, czułą i dać sobie czas, by w kałuży znów zobaczyć niebo.

Ma to dla Ciebie sens?

A teraz zrobimy ćwiczenie. Chcę, byś sama określiła, możesz skorzystać ze spisu potrzeb życiowych, który w formie pdf pobierzesz >> klik / TUTAJ <<, jakie potrzeby może spełnić jazda na rowerze? Nie wiem, czy ją lubisz, ale na czas tego zadania przyjmijmy, że co najmniej nie jest ona dla Ciebie czymś w stylu szósta godzina zmywania naczyń. Możemy tak się umówić?

W takim razie teraz przypomnij sobie różne osoby, które znasz albo regularnie widujesz właśnie na rowerze. To może być z czasu wakacji, treningu, z drogi na zakupy albo do pracy. Pomyśl, dla jakich ważnych powodów Ty, albo ktoś wsiadacie na rower? O jaką potrzebę dbacie wtedy na pewno? Albo inaczej. Jazda na rowerze może być strategią preferowaną, czyli najfajniejszym sposobem zadbania, o jaką potrzebę?

Dla inspiracji podam Ci kilka przykładów. Gdy wsiadam na rower, to dbam w zależności od nastroju, albo o swoją potrzebę ruchu, albo ciszy, odpoczynku, przyjemności, kontaktu z innymi, mocy, wolności, a czasem o jeszcze inną, ale zawsze jedna z nich jest tą główną.

Jeśli nadal tu ze mną jesteś, to przyjmij proszę wyrazy ogromnego uznania. Wiem, że nie każdy tu dotarł. Rozumiem też, że możesz być już nawet trochę zmęczona i niewykluczone, że pomyślałaś:

„To nie dla mnie. To za trudne! Nie wytrwam.”,

ale jeśli dalej czytasz, to znaczy, że wychodzisz samej sobie naprzeciw. Cieszę się i aż mam ochotę zaproponować Ci coś, czego nie planowałam wcześniej. Jeśli chcesz dostać słowa docenienia, o jakich marzysz, prześlij mi je, proszę na adres kontakt@uslyszecbyzrozumiec.pl, a ja, choć graficzką nie jestem, coś wymyślę i w formie dyplomu dedykowanego z przyjemnością na adres zgłoszeniowy Ci odeślę. Chcesz?

I w tym miejscu przejdę do ostatniego elementu tej części artykułu, czyli do obiecanego zadania domowego. Wróć do niego nawet kilkukrotnie i odrób naprawdę solidnie! Gotowa? To… ruszamy!

Pomyśl sobie, jaki jest Twój ulubiony sposób odpoczywania.

Twój ulubiony sposób odpoczywania! Taki,…

po którym jesteś pełna energii jak gazela na prerii. Masz?

Pomyśl o tym sposobie w najdrobniejszych szczegółach. Zrób to tak, jak byś składała zamówienie wróżce i na tyle dokładnie, by od razu wiedziała, co ma robić, by Ci to zorganizować. Pamiętaj, Twój cel to stan absolutnego odpoczynku, w sposób dla Ciebie absolutnie upragniony. Nie rób sobie żadnych ograniczeń! Po prostu bądź ze sobą szczera i z głębi serca podyktuj jej to.

Ale…
No niestety, wydarza się coś i okazuje się, że wróżka z niewiadomych powodów nie może teraz tego spełnić. Przykro mi. Dobra wiadomość jest taka, że wróżka jest bardzo zaangażowana i wciąż chce wykonać swoje zadanie. Pyta Cię o opcję lekko zastępczą, tak zwany plan „b”. Pomyśl, jak mógłby wyglądać Twój odpoczynek w tej wersji i opisz go!

I gdy wszystko jest już prawie gotowe, gdy już masz to mieć… No, niestety…

Co za pechowy czas! To też nie może być zrealizowane. Na szczęście wróżka nie odstępuje, jest przy TOBIE i wciąż bardzo chce, byś do jasnej ciasnej, w końcu jakoś wypoczęła. Powiedz jej, co ma w tych nowych okolicznościach zrobić.

Masz? Pięknie!

A tu znowu krach! Sytuacja jest po prostu krytyczna. Tym razem wróżka musi na chwilę opuścić Cię przed tym, zanim zadanie zostało wykonane. Co zrobisz teraz, by jednak jakoś odpocząć? Musisz to zrobić dla dobra swojego i innych. Poszukaj, co w tej sytuacji wciąż zależy od Ciebie i co postanawiasz?

A teraz możliwe, że już naprawdę Cię zdenerwuję. Wybacz, ale…

Wyobraź sobie, że coś przerywa Ci ten właśnie błogo zapowiadający się relaks i co więcej, ten sposób nie będzie dostępny przez najbliższe trzy dni. Jak teraz zadbasz o swój odpoczynek? Ufam, że masz swój plan awaryjny. Cokolwiek! Ouf…

Na dzisiaj to wystarczy! Czas naprawdę iść na rower albo na spacer po radość własnego oddechu.

Klikając na poniższy obrazek, odbierzesz swoje zadanie domowe w formie >> PDF! <<

A teraz mam do Ciebie takie pytanie:

W życiu raczej kierujesz się logiką czy intuicją?

Jeśli bliskie Ci jest pojęcie głos serca i chcesz żyć w zgodzie z nim, spokojnie, a przy tym dbać o najbliższych tak jak lubisz, to wytrwaj i przejdź ten minitrening do samego końca.

W trzeciej części artykułu…

Poćwiczymy odczytywanie potrzeb na przykładzie czterech sytuacji.
Dzięki temu nabierzesz wprawy i będziesz mogła
korzystać z języka potrzeb na co dzień.

Najpierw poznamy historię babci i wnuczki, potem odczytamy, co stoi za codzienną irytacją, narzekaniem i marzeniami, a na końcu zgodnie z obietnicą przedstawię Ci moją propozycję.

Czy taki plan jest dla Ciebie w porządku? Mam nadzieję, że tak i w takim razie przechodzimy dalej.

Historia, o babci i wnuczce pochodzi z książki Z.A. Żuczkowskiej pt.: „Dialog zamiast kar”. (MiND 2013 str. 9-11) Chcę, by była ona symbolem relacji i tego, jak ważne w nich są dobrze zadbane nasze własne potrzeby. Bez tego zabraknie nam otwartości, ciekawości i woli, by zrozumieć co dzieje się w świecie kogoś innego. To nie jest magia! Tak po prostu jest. Tak działamy jako ludzie.

I w tym miejscu mam Ci coś bardzo ważnego do przekazania! To jest tak ważne, że gdybyś miała z całego tego artykułu zapamiętać jedną rzecz, to jest właśnie ta.

Cokolwiek robisz, robisz to najlepiej, jak umiesz na dany moment!

Wszyscy tak mamy. Cokolwiek robimy, to zawsze robimy najlepiej, jak potrafimy. Tak samo masz ty, ja, dziecko, sąsiadka, rodzic, wnuk, dziadek, wujek, szef, sprzedawca, trąbiący kierowca. Nie wnikam teraz w sposób, w jaki czasem działamy. To jest temat na inne szkolenie. Tutaj ważne dla mnie jest, żeby zwrócić uwagę i zapamiętać, że za każdym działaniem jest jakaś potrzeba, o którą właśnie dbamy. I zawsze robimy to najlepiej, jak potrafimy.

M. Rosenberg mówi, że ludzie działają dla swoich potrzeb, a nie przeciwko komuś. W tym minitreningu uczymy się odczytywania swoich potrzeb, co jest, przypominam jednym z elementów pierwszego filaru porozumienia serca. To początek drogi. Pięknej. Nie wszyscy decydują się poznać komunikację serca i mają do tego prawo. To, że Ty jesteś tutaj ze mną, dla mnie jest dowodem, że należysz do grona innowatorów niosących zmianę społeczną. Chapeau bas!

Pozwól, że teraz przytoczę Ci tę historię:

(…) Pewnego dnia stałam na przystanku, kiedy z autobusu wysiadła babcia z wnuczką w wieku około czterech lat. Dziewczynka opierała się, nie chciała iść. Babcia coś jej tłumaczyła, a po chwili wzięła za rączkę i mocno pociągnęła za sobą. Przeszły w ten sposób na drugą stronę ulicy, po czym dziecko znowu zatrzymało się.

Babcia powoli szła dalej. Dziewczynka tupnęła nóżkami i zaczęła krzyczeć. Babcia zawróciła, znów coś tłumaczyła. Dziewczynka przestała krzyczeć, ale nie chciała iść. Podeszła do nich jakaś kobieta, potem rodzina z dziećmi. Stali przez chwilę i rozmawiali z babcią i wnuczką. Miałam nadzieję, że się dogadają. Nic z tego.

Odeszli, a one znowu zostały same. Babcia poszła do przodu kilka kroków, ale dziewczynka wciąż stała w miejscu, krzyczała i tupała nóżkami. Patrzyłam na to, stojąc na przystanku. W pewnej chwili dziewczynka odwróciła się i zaczęła iść w stronę jezdni. Babcia szybko do niej podbiegła, szarpnęła za kurtkę, mówiła coś podniesionym głosem.

Dziewczynka przewróciła się na chodnik. Dobiegłam do nich. Kucnęłam przy dziecku i spytałam:

– Co się stało?
– Nie chcę iść, bolą mnie nóżki!
– Aha, bolą cię nóżki.
– Ja chcę na wózek.

– Ale nie mamy wózka! Powiedziała babcia. – W domu masz wózek. Jeśli wstaniesz, to zaraz będziemy w domu.

– Chciałabyś na wózeczek? – zwróciłam się do dziecka.
– Tak. Bolą mnie nóżki.
– Bolą cię nóżki – powtórzyłam. – Zmęczyły się?
– Tak. Gdy nie mamy wózka, ja chcę na rączki.

– Nie mam siły wziąć cię na ręce – wtrąciła babcia.
– Mnie też bolą nogi! Też jestem zmęczona. Widzisz? – pokazała bandaże na nogach.
– Bolą cię nóżki i chcesz na rączki albo na wózek? – skupiłam znowu uwagę tylko na dziecku.
– Tak.

Dziecko popatrzyło na mnie szeroko otwartymi oczami, było spokojne. Nie mówiłam nic przez moment, tylko patrzyłyśmy na siebie. Dziewczynka przybliżyła się, jakby chciała się przytulić, więc wzięłam ją za rękę i przytuliłam. To właśnie był moment kontaktu.

Poczułam wzruszenie. Po chwili trwającej może pół minuty powiedziałam powoli, patrząc na dziewczynkę, która teraz uważnie mnie słuchała:

– Hm. Ciebie bolą nóżki i babcię też (pauza). Babcia nie ma siły, żeby wziąć cię na ręce i nie mamy wózka (pauza). Co zrobić, żeby teraz dojść do domu?
– Nie wiem.
– Nie wiesz (znowu przerwa). A może spróbujemy iść malutkimi kroczkami? Ja będę trzymać cię za jedną rączkę, a babcia za drugą. Co ty na to? Dziewczynka kiwnęła główką. Ruszyłyśmy powoli, małymi krokami.

– To teraz idźcie tak powoli dalej, a ja wrócę na przystanek, dobrze? – powiedziałam po chwili.
– Tak – dziewczynka odpowiedziała spokojnie.

Pomachała mi rączką i obie poszły dalej powoli. Babcia powiedziała jeszcze na koniec:

– Dziękuję. Jak to się pani udało?
– Po prostu jej słuchałam. Tylko tyle.

Przez chwilę patrzyłam, jak się oddalają, a potem wróciłam na przystanek. Wszystko trwało może pięć minut. (…)

W historii, którą właśnie przeczytałaś, jakie dostrzegasz potrzeby dziecka, a jakie babci? Jak to czujesz? Odpowiedz na to pytanie dla samej siebie.

Masz? Dla mnie główną potrzebą wnuczki jest bycie usłyszaną, bycie wziętą pod uwagę i zrozumienie, a po stronie babci, dla mnie jest potrzeba współpracy, bezpieczeństwa i ochrony.

Czy teraz może pomyślałaś sobie:

“Nie, no świetnie, ale co zrobić jak takie rzeczy wydarzają się w najmniej odpowiednich momentach. Nie mam wtedy ani czasu, ani ochoty i w ogóle sama jestem kłębkiem nerwów.”

Dobra wiadomość jest taka, że nie jesteś w tym sama, a ta mniej fajna, że najczęściej tak to właśnie się dzieje. Może pomocne będzie powiedzenie, które kiedyś usłyszałam i do mnie przemówiło. To było jakoś tak, że szczytem opanowania jest podnieść brew zamiast głosu. Brzmi ambitne. Prawda. To spore wyzwanie, ale czemu, by za nim nie pójść?

Dziękuję za Twoje szczere zwątpienie. Jak najbardziej je rozumiem, znam, a jednocześnie widzę jako bilet wstępu do tego, żeby nauczyć się działać inaczej. I po to właśnie tu jesteśmy.

Ouch! Możemy iść dalej?

Teraz przyjrzymy się trzem sytuacjom, w których w jakiś sposób prawdopodobnie zdarzyło Ci się uczestniczyć. Jeśli nie, to szczerze gratuluję i super dla Ciebie. Jeśli tak właśnie masz, to przejdź je, proszę hipotetycznie i ćwiczeniowo. Czy tak może być?

Sytuacja pierwsza,…

gdy słyszysz jedno z takich zdań, albo coś podobnego: „Paple byle co”. „Furiatka.” „Co się wściekasz?”

Wyobrażam sobie, że tuż przed tym, z Twoich ust poszła wiązanka słów na wysokim C. I nie mam żadnych wątpliwości, mam nadzieję, że Ty też nie, że takim działaniem zadbałaś o ważną dla siebie potrzebę. Pytanie, o jaką? Odpowiedz na to pytanie zgodnie ze swoją intuicją albo korzystając z listy potrzeb, którą pobierzesz >> klik / TUTAJ<<.

Jaka potrzeba stoi za swobodnym potokiem słów na wysokim „C”?

Dla mnie to wygląda na dobrze zaopiekowaną potrzebę autentyczności, swobodnej ekspresji siebie i ochrony. Przypuszczam, że jednak jeszcze bardziej w tym momencie potrzebowałaś w jakiejś sprawie jasności, sensu, wsparcia, bycia usłyszaną, albo może dotrzymania jakiegoś ustalenia.

Wybrałaś strategię wysokiego C i o.k. Masz do tego prawo. Klops jest w tym, że jest spora szansa, że akurat ta strategia nie zbliży Cię do celu i realnego zadbania o to, co jest rzeczywiście w tej sprawie dla Ciebie ważne. Rozwiązaniem może być poszukanie takiej strategii, która zadba o wszystkie te potrzeby naraz. Tak, to jest możliwe. Im więcej wprawy, tym łatwiej.

Spokojnie przypominam, że nauka języka serca jest jak nauka języka obcego. A zobaczenie tego, że: „O kurczę! Coś mnie wkurza, ale chcę już teraz jakoś inaczej to wyrazić”.  jest kamieniem milowym tak, jak w języku obcym, gdy umiesz już powiedzieć „Kali chcieć jeść”. I potem nauka dalej idzie już łatwiej.

Teraz inna sytuacja.

Masz takie popołudnie, kolejne w tym tygodniu w rozciągniętych dresach, nie uczesana, z kubkiem zimnej kawy w ręce i sama nie wiesz, od czego zacząć, albo w co ręce włożyć. Roboty ani na jotę nie ubywa, wręcz przeciwnie piętrzy się przed Tobą dumnie jak wieża Eiffla, nie mówiąc o praniu, które jak czuły kot zawsze w wymiarze niejednej stery na Ciebie czeka.

Jedyne, na co masz ochotę, to ponarzekać na przytłoczenie, brak czasu i w ogóle na bezsens tego wszystkiego. Jakie potrzeby mogą stać za takim stanem rzeczy? Co Ci przychodzi do głowy jako pierwsze, gdy słyszysz pytanie:

Dla jakich ważnych powodów narzekam?

Odpowiedz sobie w zgodzie ze swoją intuicją. Zgaduję, że to może być potrzeba ochrony, spokoju, harmonii, mocy, kontaktu z sobą, może zaufania do siebie albo jeszcze inna. Każdy może w strategii narzekania mieć inną, pilną potrzebę do zaopiekowania. Gdyby chcieć wyjść z tego stanu, to pytanie, jakie można, wtedy sobie zadać, brzmi:

Na czym zależy mi teraz najbardziej, albo za czym teraz tęsknię?

I odpowiedzi trzeba szukać oczywiście w potrzebach, a potem jak najszybciej przejść do działania innego niż narzekanie. Czyli trzeba poszukać nowej strategii na zadbanie o tę odkrytą potrzebę. I  ważne jest, by w tym niezwyczajnym dla siebie działaniu, być dla samej siebie wyrozumiałą i życzliwą tak, jak dziecko dla pluszowego pieska, którego właśnie uczy chodzić przy nodze.

I sytuacja trzecia.

Pomyśl sobie. Jest wieczór, leżysz na kanapie, masz zamknięte oczy i marzysz o leniwym poranku takim, gdy budzi Cię subtelny trel ptaków. Gdzie nie gonią Cię terminy, gdzie śniadanie wjeżdża podane na tacy, a obowiązki domowe znikają magicznie wszystkie zrobione na wysoki połysk. Jaka potrzeba może stać za marzeniem?

Przy czym marzenie jest tutaj dla mnie czynnością, czyli strategią, sposobem zadbania o jakąś potrzebę. Nie chodzi mi tutaj o treść marzenia, tylko o sam fakt myślowego zatapiania się w marzenie.

Marzenie może być Twoją strategią preferowaną dla zadbania o jaką potrzebę?

Mnie przychodzi do głowy, że to może być potrzeba odpoczynku, lekkości, wsparcia, inspiracji, optymizmu. To są moje przykłady, mogą do Ciebie pasować, ale mogą też nie pasować. Prawdę znasz tylko Ty. I gdy już wiesz, jaka potrzeba stoi za czynnością marzenia, możesz uruchomić swoją kreatywność i zadbać o nią w jeszcze inny sposób. Dzięki temu zyskasz nowe pokłady chęci do działania. Prawdopodobnie nie od razu, ale małymi krokami, wytrwale. To przyjdzie.

I tutaj zbliżamy się do końca trzeciego etapu minitreningu na temat potrzeb. Mam nadzieję, że dzięki dzisiaj omówionym przykładom, jeszcze lepiej zobaczyłaś, że za tym, co robimy, stoją zawsze jakieś głębsze potrzeby. I że to one nas motywują, pchają, mobilizują, zatrzymują, powodują, że wstajemy i coś robimy albo nie robimy.

W następnej i ostatniej już części zbiorę najważniejsze zasady dotyczące potrzeb w rozumieniu komunikacji serca, podzielę się kilkoma wskazówkami przydatnymi szczególnie na początku nauki języka potrzeb i napiszę, co jeszcze dla Ciebie mam.

A teraz obiecana propozycja.

Jeśli jest tak, że częściej niż byś chciała doskwiera Ci:

  • organizacyjna rozlazłość i taki notoryczny niedoczas,
    albo
  • irytacja bardzo szybko przechodząca w złość,
    albo
  • bezsilność z czarną wizją przyszłości,

a chciałabyś mieć w sobie spokój, poukładanie i energię do działania. Chciałabyś być bardziej zebraną w sobie i podejmować decyzje codzienne, ale też te grubsze swobodnie i w zgodzie z sobą, to zapraszam Cię do współpracy w formie indywidualnych sesji online. Jestem pedagogiem specjalnym i terapeutką i od ponad 20-lat pracuję w obszarach pomocowych. Z ogromną przyjemnością i zaangażowaniem pomogę Ci w poradzeniu sobie z zalewającymi Cię trudnymi emocjami i uczuciami tak, byś miała panowanie nad tym, co i kiedy robią w Twoim życiu. Nauczę Cię czterech, czyli wszystkich kroków komunikacji serca.

Dzięki temu:

  1. Uporządkujesz sobie myśli.
  2. Oddzielisz to, na co wpływ masz od tego, czego nie zmienisz, nawet jeśli bardzo tego chcesz.
  3. Staniesz się wobec siebie radykalnie uczciwa i zaczniesz dbać o swoje granice i poziom codziennej energii.


Wszystkie szczegóły poznasz, czytając opis
„Dobrego spotkania”, do którego link masz
>> kliknij / TUTAJ <<.


Za dzisiejsze spotkanie bardzo Ci dziękuję i przypominam zdanie do zapisania na lodówce:


Chcesz napis gotowy do wydruku? Proszę bardzo >> kliknij TUTAJ! <<



Jeśli czytasz dalej, to ja nie mam żadnych wątpliwości, że jesteś kobietą wrażliwą, ciekawą siebie, która ma gotowość podjąć wysiłek uporządkowania swoich myśli, a w sumie to…

reżyserowania życia. Gratuluję Ci na wielkość ptysia albo słodkość gorącej, gęstej czekolady! Lubisz?

A dzisiaj mam dla Ciebie…

cztery zasady ogólne dotyczące potrzeb,
trzy wskazówki dla początkujących i coś jeszcze,
ale o tym napiszę pod koniec tej części.


Dlatego przeczytaj wszystko do samego końca!
Wiem, że do tego momentu dotarli tylko nieliczni. Jesteś wśród nich i jestem tym poruszona, rozpromieniona i uskrzydlona. Ogromnie Ci dziękuję. Razem tworzymy społeczność kobiet, które chcą żyć swobodnie, prawdziwie i szczęśliwie. Czy może być coś piękniejszego?

Pozwól, że od razu przejdę do konkretów, czyli do zasad.

1. Pierwszą jest ta, że wszyscy na Ziemi mamy takie same potrzeby, bez względu na płeć, wiek, status, miejsce zamieszkania czy też to, czym się akurat zajmujemy. Może trudno w to uwierzyć, choć po przejściu minintreningu to już jest oczywiste, że TEGO SAMEGO potrzebuje prezes wysokiego szczebla w Nowym Yorku, co noworodek w Republice Południowej Afryki.

Bez czego się nie obejdziemy? Bez bezpieczeństwa, bez bycia ważnym, bez bliskości, zrozumienia, odpoczynku, harmonii i jeszcze kilku innych wartości.

2. Druga zasada brzmi: “Każdy z nas, ma swoje ulubione, oryginalne sposoby dbania o potrzeby”. Te sposoby zmieniają się nam, zgodnie z naszym rozwojem. To jest proces naturalny. Pokażę Ci to na przykładzie dbania o potrzebę piękna. Zobacz!

Dziecko swoją pierwszą kreskę uznaje za bezwzględny ósmy cud świata, co zresztą jest prawdą. Później za kilka lat, gdy odwiedzi galerię, za ten cud uzna światowej sławy obraz albo będąc uczestnikiem koncertu jakiś utwór muzyczny, ale może być też tak, że na drodze życiowej w zachwyt do bezdechu doprowadzi go widok górskiego pasma, nowe sportowe auto albo tort u babci.

A jeszcze później ósmym cudem świata będzie kreska postawiona miękką kredką przez jego wnuka na świeżo malowanej ścianie w salonie. Łatwo zorientujesz się, że ulubione strategie mogą, choć nie muszą, zmieniać się też w zależności od naszego statusu czy miejsca zamieszkania. Potrzeby mamy te same, strategie mogą się zmieniać.

3. Zasada trzecia to ta, że działamy dla swoich potrzeb, a nie przeciwko komuś. Cokolwiek robimy, robimy dla zadbania o ważną dla nas potrzebę. To dzieje się też wtedy, gdy się nad tym nie zastanawiamy, bo działamy zgodnie z naszą energią życiową. Tak po prostu jest. Gdy mamy świadomość potrzeb, to dajemy sobie szansę na dobre zadbanie o siebie i na uwzględnienie w tym, takich samych praw do dbania o swoje potrzeby kogoś innego. To potrzeby motywują nas do tego, by coś w życiu robić albo żeby czegoś nie robić, by z przysłowiowej kanapy wstać albo na niej zostać. Warto pamiętać, że dla swoich potrzeb, a nie przeciwko komuś działamy też wtedy, gdy mówimy „nie”.

4. Zasada czwarta to ta, że cokolwiek robimy, robimy najlepiej jak na dany moment potrafimy. Co nie zmienia faktu, że czasem fala emocji nas poniesie i jedyne, o czym marzymy, to cofnąć czas. Wtedy warto skorzystać z serwisu naprawczego, czyli sprawdzić co nami kieruje teraz, co możemy w tej sprawie zrobić i jakie są możliwe działania, takie, które zadbają o wszystkie ważne potrzeby w tym momencie. Przeszłości nie cofniesz, a nie myli się tylko ten, kto nic nie robi. Ważne, by zadbać w tych trudniejszych momentach, sytuacjach o szczególnie dużą porcję życzliwości, łagodności i wyrozumiałości i co jeszcze ważniejsze, spróbować jeszcze raz.

Zastanawiam się, czy brzmi to dla Ciebie dobrze, bo wiem, że to, o czym piszę, niby jest proste, ale w życiu bywa bardzo niełatwe! Gdyby było inaczej, nie spotkałybyśmy się dzisiaj tutaj.

Możemy iść dalej?

To teraz podam Ci trzy wskazówki, które zastosowane w życiu zrobią dużą różnicę. Chcesz wiedzieć, co mam na myśli? Już Ci mówię.

Po pierwsze najpierw dbaj o swoje potrzeby. To jest tak, jak na pokładzie samolotu, kiedy w razie konieczności maskę tlenową zakładasz najpierw sobie! To nie jest egoizm. To obietnica, że jesteś i będziesz, by pomóc, by wesprzeć, by być razem. Żeby móc komuś dać uwagę i zrozumienie, najpierw sama musisz to w sobie mieć. Tu dobrze pasuje mi powiedzenie, choć może zabrzmieć jak kubeł zimnej wody, ale pasuje jak ulał, że z pustego i Salomon nie naleje. No nie naleje!

To była pierwsza wskazówka. Co mam dalej?

Po drugie poszukaj kogoś, z kim możesz uczyć się języka potrzeb. To wspaniała podróż jak wędrówka szlakiem górskim. Przyznasz, że bezpieczniej jest iść tam z kimś? Czeka Cię droga poszukiwań, wzlotów, upadków, prób, wyzwań i zachwytów. Jest cudowna! I bardzo przyda Ci się w niej pomocne ramię, ktoś, kto poda rękę, kawę, czasem chusteczkę, a czasem snickersa. Idealnie byłoby, gdybyś mogła uczestniczyć w grupowych spotkaniach na żywo. Jeśli tylko możesz, to z całego serca Cię zachęcam. Jeśli nie jest to możliwe, to skorzystaj z sesji online. Z tego, co obserwuję, to naprawdę jest dużo dostępnych różnych inicjatyw. Poszukaj takiej, w której poczujesz się jak na babskim wieczorze z przyjaciółkami.

Po trzecie jedna trudność naraz, czyli idź małymi krokami. Ucz się na sytuacjach, które nie są skrajnie trudne albo na takich, które wywołują mniejsze nasilenie emocji. Oswajaj się z nowymi umiejętnościami, jakbyś wchodziła do jeziora. Powoli, małymi krokami, wytrwale. To nie jest tajemnica, że bez treningu nie zdobędziesz Tatr. No nie! Nie da się.

Wiesz co? W podziękowaniu za to, że wciąż tu ze mną jesteś, dam Ci jeszcze jedną wskazówkę. Wiem, że w razie konieczności jej użycia, pozwoli Ci uratować ogrom energii, a możliwe, że i ważną relację.

Gdy tylko zorientujesz się, że pani złość zaczyna się w Tobie kokosić. Wyobrażam sobie, że wtedy możesz poczuć w ciele napięcie, irytację, poddenerwowanie, zdenerwowanie, im szybciej to złapiesz tym lepiej, to weź głęboki oddech, dwa, trzy, a nawet jeszcze kilka i powiedz sobie tak:

„Jestem zezłoszczona na… xyz i tutaj daj konkret, bo teraz ważne dla mnie jest…


I poszukaj o jaką wartość, o jaką potrzebę Ci chodzi w tym konkretnym zdarzeniu, w tym momencie. Mnie to bardzo pomaga przekierować uwagę, wyhamować złość, złapać kontakt z rzeczywistością i wziąć odpowiedzialność za to, na co w tej danej sytuacji mam wpływ. Tak! Ja też wciąż uczę się i każdego dnia wymaga to ode mnie nowej odwagi, czasem powiedzianej szeptem, że jutro spróbuję jeszcze raz.

Dla mnie budowanie relacji z samą sobą czy z innymi jest jak podróż szlakiem górskim, już o tym wspominałam. Szlakiem górskim, który czasem koi, a czasem nie rozpieszcza. Nawet jeśli go znam, to za każdym razem widzę i przeżywam inaczej. Wciąż dostarcza nowych wyzwań i satysfakcji. Czasem daje lekcję burzy, wichury, a czasem kontuzję. To znamy chyba wszyscy.

I tutaj zbliżamy się do końca naszej podróży, czyli do końca minitreningu “O co mi tak naprawdę chodzi?” Ogromnie gratuluję Ci wytrwałości. Mam nadzieję, że jesteś z tych wszystkich lekcji zadowolona. Jeśli tak, to przerób je jeszcze raz. Materiał przypominam, na blogu dostępny jest czasowo.

A teraz pozwól, że powiem, co jeszcze dla Ciebie mam.

Jeśli chciałabyś mojej pomocy w odczytaniu Twoich potrzeb w wybranej sytuacji, opisz mi ją i prześlij na adres mailowy kontakt@uslyszecbyzrozumiec.pl, napisz mi od razu 3 wybrane przez siebie terminy spotkania, podaj datę i godzinę, a ja mam nadzieję, że jeden z nich potwierdzę jako możliwy i w odpowiedzi od razu podam Ci link do video pokoju na platformie Zoom. Tam spotkamy się na jednorazowej bezpłatnej konsultacji online trwającej 50 minut. Jeśli tylko masz ochotę, pisz!

Możesz również skorzystać z regularnych sesji indywidualnych. Wszystkie szczegóły poznasz, czytając opis „Dobrego spotkania”, do którego link masz poniżej.

>> kliknij / TUTAJ <<

A teraz podsumujmy jeszcze krótko dzisiejszą część. Cztery zasady komunikacji serca, to:

  • Po pierwsze wszyscy mamy takie same potrzeby.
  • Po drugie każdy z nas ma swoje ulubione sposoby dbania o potrzeby.
  • Po trzecie działamy dla swoich potrzeb, a nie przeciwko komuś.
  • I po czwarte zawsze działamy najlepiej, jak potrafimy.

A wskazówki, które stosowane codziennie pozwolą Ci być coraz bardziej spokojną i swobodną, to:

JEDEN – najpierw dbaj o siebie.

DWA – zadbaj o wsparcie dla siebie. 

TRZY – idź małymi krokami wytrwale!

I tutaj żegnam się z Tobą. Jeszcze raz ogromnie dziękuję Ci za zaufanie, a na dowód tego, że z potrzebami mamy naprawdę różnie pozwól, że opowiem Ci zasłyszaną gdzieś, kiedyś historię, ale ostrzegam…
Mnie rozczula.

Dzień jak dzień. Dochodzi południe. Słońce przeciąga się na niebie gotowe do ogrzewania pracusiów w przydomowych ogródkach. Słychać płacz dziecka. Już wiadomo kto… 

Do taty przybiega zapłakana czterolatka. No zrozpaczona do szpiku kości. Ten na różne sposoby próbuje, dowiedzieć się, co się stało. W końcu słyszy, że dziecku zginęła ulubiona lalka. Od razu w gotowości do działania pyta: 

– Pomóc Ci szukać??

Na co w odpowiedzi, kompletnie zaskoczony dostaje 

– Nie! 

I słyszy, jak płacz dziecka nabiera na sile. Chce jakoś to zatrzymać. Szuka w głowie – “Co robić? Co robić?” Zagubiony sam nie wiedząc skąd pyta: 

– Przytulić? 

Zastyga w zdumieniu po tym, jak pada odpowiedź: 

– Tak!

Gdybyś miała ochotę zajrzeć do książek, to podaję Ci dwa tytuły:

M. B. Rosenberg – “Porozumienie bez przemocy. O języku serca.”
M. B. Rosenberg – “Edukacja wzbogacająca życie.”

Serdecznie Cię pozdrawiam.

Agnieszka

P.S.
Jeśli chcesz żyć spokojnie w zgodzie z sobą i uszanowaniu innych, to zapraszam Cię do społeczności kobiet wrażliwych, dla których oczywiste jest, że kontakt budują słowa mniej niż intencje. Razem uczymy się i zgłębiamy tajniki komunikacji serca.

Aby dołączyć, kliknij na obrazek poniżej.

P.S. 2

Pomyśl o jednej bliskiej Ci osobie, której ten materiał mógłby się spodobać. Jeśli uważasz, że może Jej pomóc, to KONIECZNIE prześlij poniższy link:

https://uslyszecbyzrozumiec.pl/wokol-potrzeb/

Dziękuję!